Biblioteka - debiuty
- +   -

Biblioteka miejsko-powiatowa w Kwidzynie



BIERZEMY UDZIAŁ
W PROGRAMACH:
Sejka Adrianna
Poezja zgłoszona do konkursu w 2013 roku.

LOCZEK

 

Co to jest miłość?

 

Miłość to bezpieczny przy tobie sen,

Miłość to pocałunek w wietrzny, zimowy dzień,

Miłość to smutek dzielony na pół,

Miłość to taczka niesiona bez kół.

Miłość to ciąg pytań bez końca,

Miłość to niezwykły wschód słońca,

Miłość to parasol, gdy na zewnątrz niepogoda,

Miłość to jest spontaniczna przygoda.

Miłość to trunek, co szumi w głowie,

Miłość to wielkie uczucie w każdym słowie,

Miłość to poezja pisana nocami,

Miłość to nóż, co nienawiść rani.

Miłość to żar, a w nim jeszcze uczuć setki,

One malują życie jakby Boskie kredki.

Miłość to jest między nami chemia,

Bo jestem w niebie, a przecież to ziemia.

 

LOCZEK

 

              Mgła

 Ogarnęła miasto lodowa mgła,

Jak wąż pełza gasząc latarnie.

Ostatni świateł migot umarł

I cień pochłonął dróg szlaki.

Ludzie przystają na moment,

Gdzie iść, gdzie znaleźć drogę?

Trwoga, choć płuca rozpiera,

Każe iść naprzód, po omacku.

Ślepiec, choć nigdy słońca nie zaznał,

Idzie i w duszy się śmieje.

- Wyście ciała swego wiedzy pustaki,

A wiatr i ziemia wciąż dają znaki.

 

LOCZEK

 ZIEMIA

 Ziemia drogą jest nieskończoną,
Po której stąpają ludzkie stopy.
Po której wzrok błądzi,
A której wnętrza nie dostrzega.
Nie widać zza horyzontu jej serca,
Na którym leży płaszcz flory,
Nie widać jej płuc i jej tchnienia,
Ukrytego za głębokim grądem.
Otoczona zewsząd jasnym nieboskłonem,
Wędruje pośród zimnej przestrzeni.
Trzyma w swych dłoniach nieskończone życie.
Czy nieskończone?
Zaiste.


Zwrócił się kiedyś dąb do morza,
Że świat prawdziwy istnieć zaprzestał,
Że to, co widzi ludzkie oko,
Jest szarym odbiciem, straconym życiem.
Mówił, że ziemia dawno opuszczona
Przez ducha, który za ludzi skonał.
Że kwiaty to tylko marna imitacja,
Że to, co pływa, pełza i chodzi
to ostatnie znaki przestrogi.
Spojrzało niebo i uśmiechnęło się szeroko,
Bo z góry wszystko jest jednym ciałem,
Ziemia i woda, i niebo, i życie,
Jednym powietrzem, jednymi płucami,
Jednym sercem i jedną krwią,
Jedną myślą i jedną duszą.
Bo kiedy wybijesz się ponad ten dół,
Zobaczysz to, czego widzieć nie zdołałeś.
I zaraz poczujesz się ze wszystkim jednością,
Jednym powietrzem, jednymi płucami,
Jednym sercem i jedną krwią,
Jedną myślą i jedną duszą.
Jednym ciałem i jedną ziemią.

             Niezapominajki

 Niezapominajki wśród kwiatów tysięcy

Mienią się nieba błękitem,

Śmieją się cicho, kołyszą na wietrze,

Płatkami jak deszczem posypią.

 

Niezapominajki zawsze w pamięci zostaną,

Cienkie łodyżki i drobne kwiatki.

Jedno zerknięcie, jedno spojrzenie

I jesteś na łące niebieskiej jak z bajki.

 

Taki już niezapominajek powab i czar.

Gdy ziemię na wiosnę obsypią,

Ominąć je nie sposób, choćbyś chciał.

I tak szepcą skromnie: ?Nie zapomnij o mnie??

Serocki Marek
Poezja zgłoszona do konkursu w 2013 roku.

Godło MUZYKALNY

 

Zaproszenie do walca

 

Zapraszam do walca,

walca z walczykiem.

Pani w "muchomorku",

proszę, bardzo proszę.

 

Raz, dwa, trzy

raz, dwa, trzy

             dookoła

                           niech

                                    pani

                     popatrzy,

      popatrzy.

 

Młodsze stoją,

starsze skaczą,

smutne płaczą,

kaczki kwaczą.

 

Raz, dwa, trzy

raz, dwa, trzy

            dookoła

                           niech

                                    pani

                     popatrzy,

      popatrzy.

 

 

Proszę bardzo,

czy mnie znacie?

Bawię się tu

dobrze raczej.

 

Raz, dwa, trzy

raz, dwa, trzy

            dookoła

                           niech

                                    pani

                     popatrzy,

      popatrzy.

 

Godło MUZYKALNY

 

Rozterki młodego tancerza

 

Czy w tańcu tym chodzi o życie,

czy w życiu chodzi o rytm?

Codziennie na parkiecie

mierzę się z pytaniem tym.

 

Wybija w takt kolejny rok.

 

Gdy przyjdzie czas postawić krok,

czy stanę i wykonam go?

Choć wiem, że siły dużo mam

 i z rytmem u mnie nie jest źle,

co zrobię, gdy wpadnie na mnie ktoś

lub ja na kogoś? Życie to nie sen.

 

Za rokiem rok i krok za krokiem,

a ja wpatrzony w przyszłości mrok

świetlistym patrzę okiem.

Sciążko Sabina
Praca zgłoszona na konkurs w 2014 roku

Memento mori


Trzask. Odgłos bicza uderzającego o nagą skórę rozległ się wśród hałasu panującego na placu budowy. Upał. Temperatura w cieniu wynosiła około trzydziestu stopni. Wychudzeni, nadzy mężczyźni, przepasani jedynie białym płótnem wokół bioder, dźwigali olbrzymie bloki kamienne, by następnie układać je jeden na drugi, coraz wyżej. Budowa piramidy trwała już parę miesięcy. Słońce paliło ich i tak już wysuszoną skórę. Błagali o wodę, lecz ich nie słuchano. Jeden z nich potknął się pod ciężarem bloku kamiennego. Trzask. Następne uderzenie. Polała się krew. Mężczyzna, pomimo usilnych starań, nie był w stanie podnieść się i stanąć na równe nogi. Strażnik uniósł rękę, przymierzając się do następnego ciosu, kiedy podbiegł do nich jakiś niewolnik i powalił napastnika na ziemię. Podszedłem do nich. Jednym celnym kopnięciem zrzuciłem nędzarza ze strażnika. Chudzielec skulił się z bólu i splunął krwią. Podniosłem z ziemi bicz i zamachnąłem się na niewolnika. Trzask. Znieruchomiał. Jesteś mój.
***
Szedłem wąską uliczką w stronę wzburzonego tłumu. Biedacy wiwatowali. Słychać było okrzyki podniecenia. Na środku placu stała drewniana szubienica. Dwóch masywnych strażników prowadziło nieszczęśnika na pewną śmierć. Czarne płótno zasłaniało mu twarz, miała ona zostać obnażona na chwilę przed wyrokiem. Odczytałem zarzuty. Chwila napięcia. Jeden ze strażników brutalnie zdziera czarny materiał z twarzy skazańca. Tłum wybucha. Krzyki, piski, gwizdy, oklaski. Podszedłem do mężczyzny, by założyć mu gruby sznur na szyję. Trzy, dwa, jeden? drewniana zapadnia odskoczyła, lina zacisnęła się wokół szyi nieszczęśnika. Jesteś mój.
***
Przechadzałem się tam i z powrotem korytarzem, pomiędzy więziennymi celami. Więźniowie patrzyli na mnie dzikim, nienawistnym wzorkiem. Uśmiechnąłem się pod nosem, co tylko zagęściło nieprzyjazną atmosferę. Minęło mnie dwóch strażników. Kiwnąłem im głową. Odpowiedzieli tym samym. Zgrzyt otwieranej celi przerwał panującą wokół ciszę. Mężczyźni brutalnie wypchnęli więźnia zza kratek. Upadł na podłogę. Kopniakiem zmusili go do powstania. Poszedłem przodem, a za mną milczący strażnicy, popychający przed sobą skazańca. W małej salce zebrało się kilka osób. Na środku stało krzesło. Strażnicy posadzili na nim mężczyznę. Podszedłem do niego. Podniosłem gąbkę leżącą obok krzesła i zamoczyłem w wodzie. Niespiesznie położyłem ją na głowie nieruchomego więźnia. Następnie przyłożyłem mu do głowy metalowy krążek. Jeden guzik. Cichy syk rozległ się w sali.  Głowa mężczyzny bezwładnie opadła na klatkę piersiową. Jesteś mój.
***
Wszedłem do sklepu z biżuterią. Młoda kobieta obsługiwała klientów przy ladzie. Mój współtowarzysz wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kurtki mały rewolwer i nakazał wszystkim zachować milczenie. Podszedł do kobiety i złapał ją za włosy, jednocześnie przyciągając do siebie. Przyłożył lufę pistoletu do jej głowy. Sparaliżowana strachem na oślep próbowała wyciągnąć z kasy pieniądze, by przekazać je napastnikowi. Uśmiechnął się na widok kwoty, którą zobaczył. Chwila nieuwagi. Młody mężczyzna ? jeden z klientów ? rzucił się w stronę przestępcy. Strzał. Osunął się bezwładnie na podłogę. Jesteś mój.
***
Usiadłem na ławce przed hospicjum. Była wczesna jesień. Liście zdążyły już zmienić barwę. Dzień był słoneczny. Rozmyślałem o zbrodniach popełnionych w ciągu wieków. Będąc świadkiem wszystkich okropności wyrządzonych ludzką ręką, mogłem dojść do wniosku, że to człowiek zabija człowieka, chociaż to nie on powinien wyznaczać ostatnią godzinę każdej żywej istoty. Podszedł do mnie stary mężczyzna. Gestem wskazałem mu wolne miejsce obok siebie. Jego poorana zmarszczkami twarz pokazywała cierpienie, jakie odczuwał, był samotny, chciał odejść. Popatrzył błagalnym wzrokiem w moim kierunku. Położyłem mu dłoń na czole, a on zamknął oczy, uśmiechnął się i zapadł w wieczny sen. Jesteś mój. Tylko Śmierć powinna decydować o ostatniej godzinie.
                                        SABINA






Salamon Alicja

Praca zgłoszona na konkurs w 2014 roku


Alicja

 

Rzeka

Daleko stąd, w miejscu, w którym czas to tylko stale powtarzające się pory roku, płynie rzeka, przecinająca na dwie części zieloną przestrzeń. Okoliczne lasy, łąki, wioski, pola pełne dojrzałych zbóż, wszystko to, co człowiek lub jakakolwiek inna istota mogła ujrzeć, woda widziała. Jeden z jej brzegów opisał nieznany artysta, a samo dzieło nazwał: ?Nad wodą?. Pisał on tak:

?Rzeka nie jest na tyle szeroka, by ją nazwać wielką rzeką. Nie jest też zbytnio wąska, żeby ją podpisywać jako strumień.. Jest ,jak to mówią ludzie-w sam raz. W sam raz na możliwość odcięcia się od reszty świata choćby na parę chwil.(...)

Jeden brzeg jest piaszczysty, ubarwiony leżącymi to tu to tam małymi kamykami. Na tym to brzegu ludzie siadają, żeby wyżalić się, podumać i odpocząć. Od czasu do czasu na czyjejś dłoni usiądzie kolorowa ważka, a wtedy uśmiech powraca na skamieniałe od ciągłych trosk twarze. Także zwierzęta korzystają z dobrodziejstw tego brzegu. Leśne stworzenia czasem przycupną w krzakach, z ciekawością poruszając nosami i strzygąc uszami w stronę ludzi. Ptaki wydziobują resztki pieczywa pozostawionego tu przez inne istoty.

Więcej latających stworzeń upodobało sobie drugi brzeg, szczycący się bujnością roślinności i mieszkającą w nich fauną. Nietrudno wypatrzyć tu i ówdzie posuwające się po tafli wody nartniki i rodziny kaczek, kryjące się to tu, to tam. Niekiedy królewskie łabędzie wypłyną z zarośli(?), gdyż z dawna wyrobiły sobie tam wodną ścieżkę. Pod przezroczystą, gładką jak szkło taflą, mimo prądu zauważa się błyskające błękitną łuską rybki. Na dnie, podobnie jak na brzegu, leży mnóstwo kolorowych kamieni. Wygląda to jak podwodna tęcza, a promienie słonecznie odbijające się od powierzchni, błyskają tak, że niekiedy bolą oczy(...)?

-Piękno nie zawsze ukryte jest w niepozornym pudełku. Niektóre miejsca od razu wydają nam się magiczne, a gdy zagłębimy się dalej, tę magię czuć w samym zapachu i szepcie wiatru. Woda-czy to słodka, czy słona- zabiera wszystko ze sobą, nic nie zapomina i zawsze wysłucha, i to właśnie jest nad wodą najbardziej magiczne.-rzekła starsza kobieta, siedząca na brzegu rzeki i oglądająca krwisto-czerwony kamień, obracając go w dłoni. Staruszka zawsze siedziała na brzegu rzeki, którą nazywała ?swoją starszą siostrą? i opowiadała stare, dawno zapomniane historie, których słuchano w wielkim skupieniu. Teraz dookoła niej siedziało dziesięcioro dzieci, oglądających oczami wyobraźni dawne krainy, teraz zniszczone już zębem czasu. Kiedy ?oprzytomniały?, patrzyły na kamień obracany przez bajarkę. W pewnym momencie rzuciła go do wody, a on z miękkim pluskiem wylądował na dnie.

-Proszę pani?- pisnęła mała dziewczynka, o rumianej twarzyczce.- Skoro pani mówi, że nasza rzeka widzi, słucha i nasuwa nam dobre myśli, to gdzie ma oczy, usta i uszy?- Inne dzieci się roześmiały, a Eliza-najstarsza z nich, wyjaśniła:

-Tak się tylko mówi. Chodzi o to, że rzeka ciągle tu płynie i nigdzie się nie wybiera, więc możemy przy niej pomyśleć na głos, a odpowiedzi same nam się nasuwają i to wygląda tak, jakby to rzeka nam podsuwała pomysły. Prawda, proszę pani?- Bajarka spojrzała na dzieci oczami koloru morza, mrużąc je pod wpływem słońca, co utworzyło w ich kącikach serię zmarszczek.

-I tak i nie. Powiedzcie mi, czemu sądzimy, że woda nie czuje? Że nie słucha, choć z natury nie dopowiada? Czemu uważamy ją za jeden więcej kłopot naszego życia?- dzieci zamilkły, a każde próbowało odpowiedzieć na pytanie. Wtedy jeden z chłopców odpowiedział pytaniem na pytanie.

-Czemu pani mówi, że ?z natury? nie odpowiada? Czy to znaczy, że może odpowiedzieć?

-Opowiem, wam historię o dziewczynie, której się to przytrafiło?.                               Ciekawe nowej historii dzieci usadowiły się wygodniej. Bliżej podeszła również ruda wiewiórka, patrząca przez jakiś czas z zainteresowaniem z gałęzi bliskiego drzewa. Kiedy wszyscy już zamilkli, staruszka rozpoczęła swą opowieść tak, jak zwykła zaczynać każdą.

-Dawno temu, w tym miejscu gdzie teraz rośnie ten las-wskazała ręką na lasek przy brzegu, -stał dwór i wioska pewnego bogatego pana. Był on bardzo zły i niegodziwy, a jego poddani żyli wciąż w lęku, że  właściciel skarze ich na śmierć, gdy oni nie będą czynili tak, jak on tego chce. Mieszkała w tym mieście pewna młoda dziewczyna, której rodzina, ciężko pracowała, żeby zarobić  na kawałek chleba. Dziewczyna lubiła chodzić nad rzekę, TĘ rzekę, i wylewać doń wszystkie swoje smutki i żale. Pewnego dnia, gdy prała w niej  ubrania, zły pan wybrał się na polowanie i zobaczył piękną dziewczynę na brzegu. Postanowił, że zostanie ona jego żoną, lecz ta kochała z wzajemnością syna kowala z miasteczka i nie chciała się zgodzić. Na to władca wpadł w straszny gniew i rozkazał uwięzić rodzinę dziewczyny, a jej ukochanego zabić. Płakała i błagała, lecz zły pan był nieugięty. Spędziła bezsenną noc zamknięta w komnacie, łkając i próbując wymyślić jakiś sposób na ucieczkę z wioski. Kiedy straciła tych, których kochała, pomyślała, że jej życie nic już nie jest warte. W końcu widząc, że nie ma już nadziei, zgodziła się zostać żoną władcy. Ten, uradowany, zarządził, że wesele odbędzie się nazajutrz. Ku uldze dziewczyny tym razem nie zamknięto jej komnaty ,więc w nocy ,gdy wszyscy spali, wymknęła się z wioski i pognała nad rzekę. Padła na kolana i płacząc ,błagała wodę, aby ta pozwoliła jej płynąć razem z nią i zapomnieć o troskach. Wydało jej się, że usłyszała z rzeki głos: ?Urwij liść koniczyny z kępy trawy, na którą spadły twoje łzy i włożywszy go do ust, wejdź do mnie? Dziewczyna uczyniła tak, jak jej woda powiedziała. Nawet nie poczuła, kiedy zmieniła się w małą, złocisto-srebrną rybkę i radosna od uwolnionego ciężaru ludzkiego życia pognała z prądem swojej siostry rzeki. Podobno nadal można ją zobaczyć, jak podczas pełni zmienia się w swoją ludzką postać i przechadza się brzegiem rzeki. Staruszka zamilkła na chwilę,ale zaraz dodała:-Co o tym sądzicie, dzieci?

-Sądzę że to jedna ze starych bajko-legend i nie należy brać jej na serio- podsumowała Eliza.

-To zależy od tego, co uważasz za bajkę, a co za prawdę-uśmiechnęła się bajarka-a przecież w każdej legendzie kryje się ziarnko prawdy.

-Tak, podobno to prawda, lecz tym ziarnkiem nie musi być mowa rzeki lub istnienie tej dziewczyny.

-Może masz rację, moje dziecko ale teraz nie czas na dociekania. Już zmierzch wisi nad światem, czas iść do domów.

Dzieci z jękiem zawodu, iż niczego  więcej się nie dowiedziały, wstały i posłusznie poczłapały do swoich mieszkań. Bajarka siedziała nadal na brzegu i patrzyła w dal, w daleką przeszłość. Teraz ,po zmroku, zwierzęta były odważniejsze i podchodziły do staruszki, jak co wieczór. Po chwili mruknęła:

-Opowiedziałam chyba już wszystko, co pamiętam. Wiem, że historia przetrwa i w tym miejscu, moja siostro. Czas ruszać w inne rejony, dopilnować, by nikt nie zapomniał o tym, co było.- Po tych słowach wstała z zadziwiającą zręcznością jak na jej wiek i powoli wstąpiła w wodę. Zwierzęta przypatrywały się, jak woda wokół niej zaszumiała i utworzyła mały wir, w który stara kobieta zanurzyła się i zniknęła pod powierzchnią wody. Gdy rzeka się uspokoiła, zwierzątka zobaczyły tylko małą srebrno-złotą rybkę pluskającą wśród fal wody i płynącą z prądem, by opowiadać po świecie swoje historie, by każdy wiedział, co było dawno, zanim sam pojawił się na świecie.

A kobieta wynurzyła się daleko stąd pod postacią młodej, pięknej dziewczyny, jaką była, gdy rzeka ją zabrała z sobą. Będzie mieszkać w tym miejscu i opowiadać stare historie, dopóki znowu starość jej nie dopadnie, zataczając kolejny cykl jej wiecznego życia.