- +   -

Biblioteka miejsko-powiatowa w Kwidzynie



BIERZEMY UDZIAŁ
W PROGRAMACH:
Tynda Tymoteusz
Graj malutki. Proza nadesłana na konkurs w 2013 roku

GODŁO  RYMTYM


Graj malutki!

Było to za czasów, gdy ludzie wierzyli w magię, która dawała siłę różnym stworkom i czarodziejom.
Tato rozpoczął swą opowieść, inną jak co dzień, za każdym razem ciekawszą, budzącą nadzieję, że słowa zmienią się w rzeczywistość i mały Tymek wcieli się w postać któregoś z bohaterów, których podziwiał, niekiedy obawiał się, którzy zawsze jednak go fascynowali.
Ach, taka szkoda, że ludzie już nie wierzą. A więc mój prapraprapraprapra i jeszcze kilkanaście razy pra-dziadek pamiętał te czasy i z dziada pradziada przechodziła stara opowieść. W końcu i mnie dane było usłyszeć tę niezwykłą historię, którą przekazuję tobie synu, byś ty opowiedział ją swoim dzieciom. W ten sposób słowo wciąż będzie żywe, a że każdy mówca dołoży coś od siebie, opowieść nabierać będzie charakteru, który odda klimat epoki i utrwali cząstkę osobowości opowiadającego. To Baśń o trzech braciach.
- Tato, tato, a długa?- dopytywał Tymek, któremu spieszno było do odkrycia jakiejś prawdy ukrytej w opowieści.
- Zaręczam ci, że na tyle długa i wciągająca, że wracać będziesz do niej w każdym okresie swego   życia.
Zanim jednak ojciec wymościł sobie miejsce w fotelu, zdjął okulary, które zbytnio łączyły go z rzeczywistością, zbyt dosłownie rzucającą się w oczy, synek zasnął. Tego dnia był wyjątkowo zmęczony. Widzi się z tatą kilka razy w tygodniu i za każdym razem obaj czynią z tego święto. Była więc wyprawa na basen, pizza, wieczorem kino. Nadmiar wrażeń działał jak środek usypiający, zatem chłopiec poddał się woli ciała i umysłu i przeniósł w krainę pewnie równie ciekawą co opowieść ojca.
Tymczasem mężczyzna sięgnął po papier i niczym wytrawny pisarz zaczął bratać słowa z papierem, a ten zapełniał się powoli kształtnym pismem, by nazajutrz zachwycić oczy i wyobraźnię Tymka.  A było tam napisane:

Legenda o trzech braciach

            Było to za czasów, gdy ludzie wierzyli w magię, co dawało siłę różnym stworkom i czaro ? dziejom. W dorzeczu Wisły leżała wioska znana z ludzi pracowitych i prawych. Mieszkał tam pasterz wraz ze swymi synami -  najstarszym, średnim i najmłodszym.
Pewnego razu ojciec kazał najstarszemu synowi wziąć stadko kóz, by napasły się na trawiastych łąkach. Wieczorem, gdy pastuszek wracał, zapytał najmłodszą kozę, czy się najadła. Odpowiedziała, że nie, zjadłaby choć łodyżkę.
Po powrocie pasterz zapytał  stada, czy potrzebuj jeszcze jadła.
- Ach, jak nam źle - skarżyły się kozy mecząc.- Głodne my od rana - kłamały zawzięcie.
Za ich łgarstwo zapłacił niestety syn. Stracił dach nad głową i wyżywienie.
Po roku ojciec znowu nie czuł się na siłach, więc wysłał średniego potomka na polanę. Powtórzyła się historia i syn zamiast kolacji dostał  tylko baty. W końcu przyszedł także czas na młodszego.
 A i tym razem przebiegłe stworzenia pozbyły się opiekuna.
Cóż był robić. Synowie oburzeni postępowaniem ojca, odeszli z domu. Stary więc sam musiał doglądać dobytku. Razu pewnego wziął swoje stadko i poszedł na najpiękniejszą łąkę. Pachnąca trawa kłaniała się pod delikatnym podmuchem wiatru, a wonne kwiatki kusiły złym oczkiem.
Gospodarz rozłożył się na trawie i z uciechą patrzył na kozy. Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, wziął swe podopieczne go domu i tam zapytał:
- Najadłyście się, moje śliczne? Dacie mleka pełne kany?
Lecz kozy, z przyzwyczajenia, znów zaczęły łgać, że boki mają zapadnięte i choćby oset zjadłyby, żeby noc przetrzymać.
Pasterz zdenerwował się tak bardzo, że wygonił zdradliwe kozy, lecz to nie dało mu spokoju,  poczuł trwogę. Synowie gdzieś tam sami w wielkim świecie, on tu sam. Przyjdzie mu umrzeć w samotności, nie zaznawszy pocieszenia ani przebaczenia.
            A synowie tymczasem dawali sobie jakoś radę . Najstarszy studiował wyrabianie ogromnych organów. Gdy został mistrzem, dostał od swego nauczyciela prototyp małego pianina, które pod wpływem nieudanego zaklęcia pewnego czarownika potrafiło grać pięknie, i to samo !!! Wystarczyło powiedzieć: Grający brzdęczącemu nierówny.
 Wracał do domu pierworodny aż doszedł do pewnej karczmy. Przechwalał się tam po wypiciu paru łyków wina swoim przepięknym instrumentem. Karczmarz, słysząc to, zaprowadził chłopaka do stajni, gdzie ten padł jak zabity, a oberżysta zabrał jego skarb. Tak pierworodny wrócił do ojca z niczym.
Tymczasem średni syn został uczniem lutnika i także zdobył tytuł mistrza. Dostał on na drogę lutnię , która na komendę Potrzebuję szybko napełniała się pieniądzem . I trafił na tę samą karczmę, w której okradli i jego . Wrócił więc średni z niczym. Młodszy zaś poszedł do przybysza z Afryki, gdzie poznał bębny i inne instrumenty z obcych krajów. Stał się kolejnym mistrzem,a na pamiątkę dostał mały bębenek, który grał, ilekroć powie się: Graj, malutki, graj!. I o dziwo młodszy ominął karczmę . Gdy jednak dowiedział  się, co zdarzyło się w tej oberży, natychmiast tam poszedł i jak bracia pochwalił się swym instrumentem. Tymczasem oberżysta rabuś zacierał ręce.
I znów zaprowadził syna pasterza do stajni, lecz tym razem to karczmarz dostał po głowie bębenkiem, który wystukiwał bardzo szybkie rytmy, kiedy usłyszał wezwanie: Graj, malutki, graj!. I tak młodszy syn odzyskał instrumenty i muzykalna rodzina żyła długo, grając na biesiadach.

 ***
            Nazajutrz Tymek odkrył baśń spisaną przez ojca. Czytał ją z zaciekawieniem, a na koniec postanowił podzielić się tym pięknym darem taty z dziadkiem. Ten zaś poprze czytaniu paru zdań uśmiechnął się znacząco i coś pomruczał pod wąsem.
- Piękne, a napisane było pewnie dawno ? powiedział dziadek , w którym nikt nie rozpoznałby tego młodego syna pasterza.
            Kiedy wnuczek odszedł, dziadek otworzył szafę i w głąb rzucił wezwanie: Graj, malutki, graj!, a wtedy dało się słyszeć miarowe stukanie zgłuszone przez ciasno zawieszone palta i kożuchy.



Poezja zgłoszona do konkursu w 2013 rok.

GODŁO RYMTYM

Do życia trzeba dwojga

?Życie to taniec? powtarzasz wciąż sobie,
a ciągle nie ma nikogo przy Tobie.
Wyciągasz rękę, zapraszasz do pary,
 a ktoś źle odczytuje Twoje zamiary.
 

Więc znów samotnie krążysz po parkiecie,
bo rodząc się, nie masz pewnego partnera w pakiecie.
Próbujesz uśmiechu, robisz dobre miny,
lecz nie dostajesz nic, oprócz drwiny.
 

Stoisz znów pod ścianą, a dokoła bal.
Zewsząd Cię otacza milion różnych par.
Otwierasz karnecik, wypatrujesz imienia,
a tu pustka, nikt nie złożył Ci zaproszenia.
 

Zasmucona wychodzisz, może nie Twój dzień,
aż pod ścianą dostrzegasz podobny cień.
Wymieniacie spojrzenia, słowa nic nie znaczą,
ważne, że się dusze ze sobą zobaczą.
 

?Życie to taniec?, lecz potrzeba dwojga,
resztę przyjaźń i oddanie dogra.
Na dwie nogi, cztery ręce
można chcieć od życia więcej.
 

GODŁO RYMTYM

Argentyńskie tango

Widziałem raz tych dwoje na parkiecie.
Nie uwierzycie- tańczyli.
 

On miał napięte mięśnie,
ona grymas na twarzy,
a jednak nie stronili od bliskości.
Muzyka była tłem,
gdy tak wyrażali siebie,
dotykając nieba i piekła zarazem.
Krople potu z wysiłku spadały jak deszcz,
gdy targani emocjami ustawiali pozy.
Nie uwierzycie ? płakałem.
 

Gdy dźwięk się urwał jak pęknięta struna,
ich ręce daleko już były od siebie,
a  parkiet wciąż płonął od  kroków.
Potem wsiedli do autobusu .
Nie uwierzycie? pomylili numer.
On pojechał do niej,
a ona do niego.
 

Potem parkiet zastąpił dywan,
muzyka stała się ciszą.
Nie uwierzycie ? taniec zastąpili życiem.
 

GODŁO RYMTYM

Strofy o trudnej miłości
 

Na niby, a jednak prawdziwie,
spotkali się na chwilę, a stało się wiecznym.
Z ich spojrzeń uczucie się zrodziło,
abstrakcyjne, a stało się materią.
 

Czas nie pomagał,
choć chwile składali na tajemnym koncie.
Procenty im rosły tylko w butelkach,
gdy colę sącząc, marzyli o sobie.
 

Sen ich zbliżał, dzień oddalał,
w promieniach słońca roztapiały się nadzieje.
Jednak  wbrew logice, w poprzek rozsądkowi,
wciąż wierzą w przeznaczenie.
 

GODŁO RYMTYM

Los gracza

Gdy noc zabija dzień
ze mnie opada snu zasłona
I zamiast szukać wytchnień
W oczach pojawia się ikona ? GRY.
ENTER
 Nagle mój pokój za dnia dziecinny
Zmienia oblicze, staje się inny.
Misiu spogląda mało przyjaźnie
I drażni mą wyobraźnię.
ENTER
Jednym kliknięciem scenę ożywiam,
Stwarzam się znowu, z dawnym światem zrywam.
Zamiast piżamy mam zwoje mięśni,
Trzy serca biją mi w wielkiej piersi.
ENTER
Teraz wyruszę po me ofiary
Odegram zaraz scenariusz krwawy.
W zanadrzu mam ze trzy życia,
Tyle jest wrażeń tu do odkrycia.
ENTER
Ktoś mnie powalił , lecz zmartwychwstanę,
W każdym levelu  zaliczam plamę.
Liczą się punkty, za wszelką cenę,
Zgładzę więc całe potworów plemię.
ENTER
Czuję zwycięstwo, jestem na szczycie,
Patrzę na swoje dzieło w zachwycie.
Aż nagle dźwięk mnie z fotela zrywa.
Myślałem, że minęła chwila,
A tu budzika warkot wskazuje,
Że nockę całą w mej grze bryluję.
ENTER
WYLOGUJ
Idę do szkoły, to trudniejsze niż gra,
Jak ja nie lubię rzeczywistości za dnia.
Ćwiczę powiekę, może się uda,
Choć jakoś lekcja ta strasznie długa.
W końcu zasypiam.
I z tego draka,
ciężko jest zgrywać w klasie chojraka.
Mocno się teraz  napracuję,
Zanim odzyskam me dobre imię.
Dlatego mam założenie nowe,
Zamienię komputer na hulajnogę!
ENTER, WYLOGUJ, ZAMKNIJ