- +   -

Biblioteka miejsko-powiatowa w Kwidzynie



BIERZEMY UDZIAŁ
W PROGRAMACH:
Zdral Stefania
Proza zgłoszona do konkursu w 2013 roku. Opowieść o Małgorzacie Jusupowej z Petersburgiem w tle.

Pierwsze promienie marcowego słońca wkradły się przez niedomknięte kotary okien do sypialni Małgorzaty Jusupowej uniemożliwiając jej dalszy sen. Córka księcia Lichodjewa Wasyla Szujskiego, kończyła dziś dwadzieścia lat, a jej wpływowy ojciec wydawał z tej okazji bal, jeden z licznych, w jakich swego czasu lubowała się rosyjska arystokracja. I, o ironio!, bal ten odbywał się przy pierwszej wiosennej pełni. W jakich to pięknych okolicznościach przyszło tej damie rozpoczynać dwudziesty pierwszy rok swego żywota?  Odkąd złocista smuga przerwała senne marzenia, Małgorzata nie mogła wyzbyć się dziwnego przeczucia. Ułudy, że ten dzień przyniesie zmiany w jej spokojnym- jak dotąd, życiu. Owo przeczucie wniosło do jej serca ogromny niepokój i parzącą ciekawość. Przekręciwszy się na drugi bok, wyciągnęła przed siebie dłoń z drobnym diamentem w złotej oprawie na serdecznym palcu, po czym zamarła w pół ruchu. Uczucia osunęły się na dalszy plan, powiem więcej: zostały momentalnie zapomniane pod wpływem, och jakże błahego, dotyku zimnej pościeli u boku Margot. Przypomniał on bowiem jubilatce o dotkliwej stracie, jaką musiała  ponieść dla swej umiłowanej Rosji. Mąż jej, major Aleksiej Pawłowicz Jusupow, został wezwany do walki pod flagą imperium przeciw partyzanckim oddziałom nieokrzesanych powstańców polskich. Małgorzata, będąc kobietą wykształconą, szczególnie lubującą się w historii europejskiej i filozofii,  w pewnym stopniu rozumiała nawoływania za wolnością Kongresówki, które pchały tamtejszych szlachciców do desperackich walk. Pragnienie pozornej wolności jest rzeczą jak najbardziej ludzką. Mimo, że nikt w rzeczywistości wolny nie jest, ani ona, ani ich przodkowie zza czasów pierwszych Piastów, bo wszyscy są skrępowani węzłami władzy. Każdy jest pionkiem na szachownicy caratu, z własną, piękną historią życia. Ale jej bajeczna historia przez ostatnie miesiące odwróciła swe barwy w szarości. Ogromna miłość Małgorzaty do ojczyzny każdego dnia stygła, przeradzając się w zawód. Bóle i tęsknoty odbierały niekiedy jej chęć prowadzenia wystawnego i ustawionego życia towarzyskiego księżniczki. Czekała niecierpliwe powrotu męża. I choć niedługo mijał dziesiąty tydzień ich rozłąki nie otrzymała ona jeszcze od niego żadnej wiadomości. Z każdą godziną czuła coraz silniejszą więź z Penelopą. Czy i Małgorzacie przyjdzie przez dwadzieścia lat pruć dywany? Mimo przygnębienia z uporem tkwiła jednak w pustej skorupie arystokratki, którą przecież była, nie dała się złamać, codziennie dźwigając ciężar sukna, ale gnijąc w sercu z powodu rozstania. Ciężka czerwona suknia wisiała na oszklonych drzwiach ręcznie rzeźbionej szafy. Anna wiesza ją tam co wieczór z polecenia Małgorzaty, gdy przychodzi dogasić tlące się polana w kominku. Pewnie i dzisiaj tam wisi. Jest to ulubiona suknia Małgorzaty Jusupowej.   
? Głęboka czerwień, jak barwa krwi, co w Królestwie Polskiem się niedługo przeleje. A jednak i tak jest to mój ulubiony kolor. Wyświadcz mi tę przysługę i ubierz ją na dzisiejszą kolację, madame? ? poprosił Aleksiej pewnego styczniowego wieczora. Małgorzata już miała wołać Annę, by ta przyrządziła jej kąpiel. Nie zamierzała i tego poranka zacząć od słodkich wspomnień i łez. Trzeba tylko otworzyć oczy?   
? Och! Dokąd mnie zabierasz Aleksieju Pawłowiczu? Czy porwanie żony też uchodzi za przestępstwo?? nie mogła powstrzymać się od śmiechu Małgorzata, a jej śmiech poniósł się echem po całym korytarzu ich piaskowego pałacyku nad rzeką Mojka. Dochodziła zaledwie godzina dwudziesta, ale jak to bywa w styczniu, za pokaźnych rozmiarów oknami, już królowała noc, spowijając ogród czarnym aksamitem swej sukni. Aura nader sprzyjała romantycznym spacerom, gdzie sypki śnieg skrzył się, Mojka spokojnie płynęła, przesuwając leniwie kawałki  kry, a księżyc oświetlał twarze zakochanych. Aleksiej delikatnie pochwycił dłoń damy, spojrzał na lunę i wpatrywał się w jej srebrną tarczę, jakby szukając w niej wsparcia, ale go najwyraźniej nie otrzymał, gdyż spuścił wzrok z głębokim westchnieniem i poprowadził swoją wybrankę dalej, ciemnym korytarzem. Z pozoru miły wieczór, niczym nie różniący się od dziesiątek innych ich przedślubnych schadzek. Nie było jednak, już w nim słodkiego dreszczyku niepokoju, że młodzi ? narzeczeni zostaną przyłapani przez służbę o tak nieodpowiedniej porze razem. Choć nigdy nie robili oni niczego niedozwolonego, brakło już jednak takiej osnowy ryzyka. ?Jeszcze sześć dni temu takie spotkania były niedozwolone, a dziś jest to tak naturalne ? myślała Małgorzata. ? Zawarcie związku małżeńskiego z Aleksiejem odebrało mi tyle infantylnych  emocji? ale jakie były one pyszne!?I Małgorzata pozwoliła się ponieść marzeniom, tak jak dawała się prowadzić Aleksiejowi po krętych korytarzach ich pałacyku. W sennym amoku nie wyczuła nawet ogromnego spięcia męża, a może i nie chciała wyczuć? Doszli więc w podniosłej ciszy, choć każde milczało z innego powodu, do sali balowej. Wprawdzie pokój ten był za mały, aby nosić zaszczytne miano ?sali balowej? i żadne bale nie miały nigdy w nim miejsca, ale każdy szanujący się dworek rosyjski musiał mieć taką salę. Czemu więc willa Pawłowicza Jusupowa miała być gorsza? Gdy przeszli przez drewniane z XV wieku (najstarsze drzwi w całym dworku, a może nawet i Sankt Petersburgu!), oczom Małgorzaty ukazały się dziesiątki świeczek. Położył drugą rękę w jej talii i zaczęli tańczyć walca. Skądś, może zza ściany, dobiegał cichy utwór na skrzypce. ?Czyżby Juiri znów zaczął grywać? A może Aleksiej wynajął jakiegoś muzyka na ten wieczór?? zastanawiała się Małgorzata. I wirowali z rytm melodii, on jak czarny kruk, ona jak krwawa róża w jego ulubionej sukience. ?Droga Małgorzato, musimy pomówić.? Małgorzata dostrzegła w nim ból, na który nie zwróciła wcześniej uwagi, pomyślała: Czyżby przestał mnie kochać?, a wesołe ogniki, które pląsały dotychczas w jej czarnych oczach przygasły. ?Dziś rano otrzymałem pilną depeszę z Moskwy. Muszę wyjechać.? Małgorzata od tego momentu zaczęła usychać, jak kwiat wyjęty z wody. ?Dokąd?? Co dziwne, małżonkowie, mimo ciężaru tej rozmowy, nie przestawali tańczyć, ani na chwilę. Małgorzata czuła, że jeśli się zatrzyma, nie będzie już w stanie się podnieść. ? Dzień przed naszym ślubem, 22 stycznia, w Królestwie Polskim wybuchło straszne powstanie. Liczyłem, że wojenne fatum ominie małżonków i nie będę musiał Ci nic o nim mówić, aby Cię nie niepokoić. Niestety nie jest nam pisane poznać uroki pierwszych, spokojnych dni w małżeństwie. Za dwa dni mam pociąg do stolicy, stanę przed obliczem cara i opuszczę Rosję. Jadę na front, walczyć z Polakami? Małgorzata nie mogła pojąć dlaczego ci ludzie postanowili zniszczyć jej szczęście, czy nie mogli poczekać i podarować jej roku szczęścia? Aleksiej delikatnie ujął jej twarz, pocałował i rzekł ?Nie płacz, nie tęsknij??   
     - Żyj i czerp z życia. Chodź na bale do diabłów, tańcz ze strzygami i świętuj z samymi znakomitościami dworów petersburskich, abyś miała mi co opowiedzieć jak wrócę. Tylko nie usychaj, Moja Różo!   
Małgorzata podskoczyła na łóżku. To było dokładnie to, co Aleksiej powiedział jej tamtego wieczora w sali balowej, a ona strzegła tych słów, jak  największego skarbu. To było najwspanialsze wspomnienie małżonków, którym Małgorzata nigdy nie miała zamiaru dzielić się z nikim.Małgorzata Aleksiejewna rozejrzała się po sypialni, lecz nikogo nie zauważyła. Czerwona suknia wisiała na wieszaku. Anna nie wiedziała, dlaczego jej przykazano jej co wieczór wywieszać akurat tę kreację, w której jej pani nigdy nie ubierała pod nieobecność pana. Była jednak dobrą służącą i bez zbędnych pytań spełniała tę drobną zachciankę chlebodawczyni. Anna była ułożoną i skromną osobą i choć mogłaby wywiedzieć się bez większych trudów powodów tej fanaberii Małgorzaty, to uważała, że nie powinna ona się mieszać w nie swoje sprawy. I za to ceniła ją Małgorzata, która w tym momencie, w swojej sypialni,  zachodziła w głowę, czy głos, który wyrwał ją z wiru wspomnień był tylko urojeniem.   
     - Och, niemądra Małgorzato ? skarciła się. ? Z tej tęsknoty już tracisz zmysły.   
    - Ośmieliłbym się nie zgodzić z panią, pani Małgorzato Aleksiejewno.   
Margot po raz drugi tego poranka wielkimi oczami zlustrowała pomieszczenie. Płachtą krwiście czerwonej tkaniny sukni bawił się olbrzymi czarny kot. Miał lśniące futro z dziwnie zielonymi odblaskami i był rozmiarów pokaźnego dachowca. Małgorzata już wołałaby Annę lub Jurija, aby wyrzucili z pałacyku to zwierzę. Nie mogła jednak wydać z siebie choćby jednego dźwięku. Kocur, przecząc wszystkim przyzwyczajeniom arystokracji rosyjskiej i normom społecznym dotyczących posiadaczy ogonów, stał na dwóch, tylnich łapach, przednimi zaś macał ukochaną suknię Aleksieja, przyglądając jej się krytycznym wzrokiem.    
      - ?Głęboka czerwień, jak barwa krwi?. Ach, jakież to patetyczne porównanie, nie sądzi pani, pani Małgorzato? ? zapytał kot dziarskim głosem. ? Ależ gdzie się podziały moje maniery! To pewnie dlatego, że nie zdążyłem najeść się przed wyjściem, a to wszystko z winy tego przeklętego Asasella! A były takie wyborne śledzie! I te grzybki marynowane, och! I znów odbiegam od tematu: pozwoli pani, że się przedstawię: na imię im Behemot.   
W tym momencie Małgorzata nabrała pewności, że Bóg postanowił przekreślić jej los, spisując ją na samotne lata w zakładzie dla obłąkanych. Właśnie przedstawił jej się kot stojący na dwóch łapach, jedzący na śniadania ryby, krytykujący jej suknię i noszący imię Behemot. Czy to nie Behemot pojawiał się w Księdze Hioba? W pokoju nagle zrobiło się bardzo duszno i Małgorzata straciła przytomność.
     - Eh, mówiłem Panu, że lepiej, aby wysłał z radosną nowiną Korowiowa, on ma podejście do kobiet. ? rozważał Behemot ? Najwyraźniej widok głodnego kota o poranku, nie najlepiej wpłynął na biedną Małgorzatę. Ale przecież źle się nie prezentuję? mam nadzieję, że nie miałem kawałka śledzia na pysku. To by było prawdziwe faux pas. Ale tłumaczyłoby, czemu omdlała ? kocur zaczął poprawiać machinalnie swoje wąsy.   
      Małgorzata obudziła się w godzinę później z przekonaniem, że wczorajsza kolacja u barona Wiśniewskiego musiała jej poważnie zaszkodzić i przysporzyć tych niecodziennych snów. Kot rozprawiający o tekstyliach i daniach, cóż za irracjonalny pomysł!   
    - Bardzo dobrze, że pani już wstała, madame ? powitał ją Behemot. ? Już doprowadziłem się do porządku i mogę przekazać pani wiadomość, z którą do pani przybyłem.
Każdy widząc na swoim łożu spasionego, czarnego kota, przemawiającego ludzkim głosem zrobiłby to samo, co zrobiła w tamtym momencie Małgorzata:  pozwoliłby się zwierzęciu wypowiedzieć.
     - Trzeba Ci, Małgorzato, mogę mówić Ci po imieniu prawda? ? Małgorzata skinęła głową ? Więc, trzeba Ci, Małgorzato, wiedzieć, że w ostatnich dniach do Petersburga zawitał szczególny gość. Jegomość Woland, jest znakomitym specjalistą od rzeczy niezwykłych, prawdziwym panem i znakomitością dworów. Mój Pan co roku organizuje Wielki Bal Wiosenny, zwany też Balem Stu Królów. Tradycją jest już, że gospodynią balu jest dama imieniem Małgorzata, pochodząca ze szlachetnego rodu. Cóż, mój Pan stwierdził, że jesteś idealną kandydatką na gospodynię balu. Proszę więc, abyś przyjęła zaproszenie na dzisiejszą noc. Woland nie zwykł przyjmować odmowy.
 Małgorzata była kobietą, i jak każda kobieta uwielbiała słuchać o swojej cudowności. Taka próżna była już jej natura. Jednak rozsądek wziął górę. Małgorzata była od niedawna mężatką i kochała ponad życie swojego męża. Nie pragnęła spędzić tej nocy na balu u obcego pana, który posyła kota w roli swojego pazia. Do Małgorzaty dotarła powaga tej sytuacji. Gadający kot siedział na jej kołdrze.
     - W domu Aleksieja jest siła nieczysta, Panie Łaskawy! ? wyjąkała Małgorzata.
     - Widzę, że trudno jest się tobie pogodzić z faktem, iż potrafię mówić. Siła nieczysta? Bardzo dziękuję, jest to dla mnie poniekąd komplement. Małgorzato, proszę uwierz mi, nie jestem najgorszą rzeczą jaka skala śnieżnobiałe progi twojego domu. Mamy rok 1863, za ? zaraz 37 plus 16? za 53 lata w tym pałacyku twój potomek zamorduje faworyta carowej. Nie jestem więc najgorszą siłą jaka wkroczy w te progi.     
Do Małgorzaty nie dotarła oczywiście wróżba Behemota, która faktycznie w 1916 roku się spełni i w salonie umrze biedny człowiek. Jej myśli goniły jedna drugą, nie goszczących w jej głowie przez dłuższy okres czasu.  Czy to wysłannik diabła czy raczej ja jednak oszalałam? Nie muszę nigdzie z nim iść, odmówię, mam dziś przecież bal urodzinowy. Nie jestem zobowiązana. Odmówię i wszystko się skończy. Czemu niby miałabym spełnić prośbę  obcego kota?    
     - Zanim mi jednak odmówisz, wiedz, że mój Pan jest wszechpotężny i hojny. Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, gdyż, jak słusznie podejrzewasz, posiada on moc nieczystą. Wie jednak, że przyjście na jego bal krzyżuje twoje plany, dlatego obiecuje Ci spełnić Twoje najskrytsze marzenie, które z pozoru będzie wydawać Ci się niemożliwe. On, choć bardzo niechętnie, potrafi zmienić bieg wydarzeń i oszczędzić czyjeś życie.   
 I po co mi niby wskrzeszanie umarłych. Pogodziłam się ze śmiercią matuszki wiele lat temu, choć bardzo ją kocham nie będę wchodzić w układy z diabłem.   
     - Droga Małgorzato, rozważ jeszcze moją propozycję. Woland jest w stanie obdarować Cię wszystkim czego zapragniesz w zamian za jeden wieczór. Pozwól, że coś Ci przepowiem: dziś przy śniadaniu otrzymasz bardzo ważną dla ciebie depeszę. Będzie bardzo krótkiej treści: ? Zwyciężyłem w bitwie pod Krasnobrodem. Car jest bardzo rad. Wracam teraz tam, gdzie zostawiłem w styczniu swoje serce.? Twój ukochany wraca w tym czasie do Petersburga, jednak w drodze napadną na niego rozbójnicy, okradną i zamordują go. Za dwie godziny Aleksiej nie będzie już żył. Pan Mój może go ocalić, musisz jednak pójść na Bal Stu Królów. Abyś miała pewność, że nie oszukuję ciebie, to wiedz, jeszcze, że w momencie gdy skończysz czytać depeszę Anna rozleje olej potykając się o próg od jadalni.  ?Żyj i czerp z życia. Chodź na bale do diabłów, tańcz ze strzygami i świętuj z samymi znakomitościami dworów petersburskich, abyś miała mi co opowiedzieć jak wrócę. Tylko nie usychaj, Moja Różo!?    
Śmiech Behemota obijał się jeszcze o ściany sypialni Małgorzaty. Kobieta siedziała na skraju łoża i rozmyślała o tym co się dzisiejszego ranka wydarzyło. Ten iluzoryczny obraz kota na tylnych łapach. Zła wróżba śmierci Aleksieja. Zaproszenie na podejrzany bal. Z zamyślenia wyrwała ją Anna. Przyniosła poranne listy. Jeszcze nieświadoma tego, co się wokół niej dzieje Małgorzata powiedziała, że przeczyta je przy śniadaniu. Uświadomiwszy sobie, że właśnie wypełniła pierwszą część okropnej wróżby, już chciała przywołać do siebie służącą. ?Jakież to niedorzeczne!? skarciła się w myślach. ?Ale co z tego, że przeczytam listy przy śniadaniu? Behemot powiedział, że Anna rozleje olej w jadalni potykając się o próg. Po cóż miałaby ona wnosić olej do jadalni? Przecież nie wolno wynosić produktów spożywczych z kuchni. ? Jednak nie zdołała do końca przekonać samej siebie. Zawołała Annę do siebie i kazała przygotować kąpiel. Po porannej toalecie i garderobie zeszła do jadalni. Z każdym krokiem traciła pewność siebie, przejmował ją strach o życie najbliższej jej osoby. Korytarzce dłużyły się niemiłosiernie. Dlaczego ten pałacyk nad rzeką Mojką nagle zrobił się taki ogromny? Na stole stały półmiski z najróżniejszymi daniami: owoce, świeże pieczywo, marmolada i kawa. A obok leżały listy. Słońce górowało już nad widnokręgiem, zbliżało się południe . Przez wielkie szyby wpadały rześkie promienie ciepła, w ogrodzie topniały ostatnie śniegi. Zapowiadał się piękny dzień. ?Taka sama pogoda była w dniu, kiedy się pobraliśmy? myśl o mężu nawiedziła Margot. Pochwyciła korespondencję, a pośród odnalazła to, czego tak szukała: wiadomość od Aleksieja. Serce Małgorzaty zabiło mocniej. ?Nieprawdopodobne!? pomyślała. ?Niemożliwe! Drugi punkt się sprawdził. Nie zapeszaj!?
     - Anno! Pod żadnym pozorem nie przychodź do jadalni, do momentu, aż cię sama nie zawołam!
      - Dobrze, szanowna Pani. ? odkrzyknęła Anna.   
Trochę uspokojona Małgorzata, drżącą ręką zaczęła otwierać kopertę. W środku, pochyłym pismem Aleksieja były napisane słowa z wróżby kota:  ? Zwyciężyłem w bitwie pod Krasnobrodem. Car jest bardzo rad. Wracam teraz tam, gdzie zostawiłem w styczniu swoje serce.? W tym samym momencie do jadalni weszła Anna, pytając się czy Pani Małgorzata może powtórzyć, co mówiła, bo będąc w kuchni nie dosłyszała. Pech chciał, że w tym momencie biedna Anna potknęła się w progu i rozlała cały olej przeznaczony do pieczenia tłustych blin na podwieczorek.   
Zmieszana służąca zaczęła szybko wycierać plamę i serdecznie przepraszać za swoją gafę. To nie miało już znaczenia dla Małgorzaty. Jej serce zamarło. Wszystko co powiedział Kot okazało i okaże się prawdą. W rogu jadalni dostrzegła smukłą sylwetkę mężczyzny średniego wzrostu. Miał długą, niespotykaną w dzisiejszych czasach szatę, zasłaniającą całe jego ciało oraz obszerny kaptur skrywający  twarz obcego. U jego stóp stał, oczywiście na tylnich łapach, Behemot. Złowrogim głosem wypowiedział trzy słowa, które zmieniły życie Małgorzaty Aleksiejowej, żony Aleksieja Pawłowicza Jusupowa, która za mniej niż godzinę miała zostać wdowa po Aleksieju Pawłowiczu Jusupowie.
     - Zapraszamy na bal.   
Małgorzata tylko skinęła głową, przyjmując jednocześnie zaproszenie na Wielki Bal Wiosenny. ?Chodź na bale do diabłów?  prosił ją Aleksiej.
 
Stefania Marianna
Zmudowski Michał
Praca zgłoszona do konkursu w 2013 roku.

Detektyw Paolo Tutti

Nie mogę się doczekać, aż dojadę tym pociągiem do Turynu. W końcu spotkam mojego najlepszego przyjaciela- Giovanniego Mascarpone. Stęskniłem się za nim podczas pobytu w Rzymskiej Poliklinice na rehabilitacji po nieudanym zamachu na mnie. Pamiętam, jakby to było wczoraj (a tak naprawdę 1,5 roku temu).
Wyjaśnialiśmy sprawę zgonu arcybiskupa Palermo- Salvatore Cassisa. Byliśmy na plebanii. Giovanni poprosił mnie, abym poszedł z funkcjonariuszem policji do naszego turkusowego samochodu marki Maserami po wszystkie akta. W ich skład wchodziły dowody, portrety pamięciowe, zapisy rozmów telefonicznych oraz korespondencja. Wychodząc zza rogu zauważyłem potencjalnego sprawcę- wysokiego mężczyznę o krótkich, prostych, czarnych jak kruk włosach. Ubrany był w czarne dresy, bluzę z kapturem w kolorze brązu, a na nogach miał białe skarpety i skórzane sandały. Wszystkie portrety pamięciowe pasowały do niego. Od razu zaczął do mnie strzelać z pistoletu o kalibrze 7,1. Zapewne poznał mnie dzięki temu, że widział moje zdjęcia w gazecie. Zamachowiec wystrzelił trzy pociski . Pierwszy był rykoszetem, który ominął mnie i trafił w nasz samochód. Podczas następnych wystrzałów strzelec nie popełnił błędu. Drugi pocisk trafił w kolano, a następny w ramię. Zamachowiec nie zauważył idącego za mną policjanta. Ten od razu ruszył mi na odsiecz. Za nim pobiegli dwaj funkcjonariusze pilnujący drzwi. Widząc podbiegających policjantów przestępca zaczął uciekać. Ja, Paolo Tutti, jeden z najlepszych detektywów w kraju, leżałem na ziemi. Coraz bardziej zwalniało mi tętno. Z sekundy na sekundę powiększała się dookoła mnie kałuża krwi. Jeden z funkcjonariuszy pilnujących wejścia został, aby mi pomóc. Dwaj pozostali pobiegli za zamachowcem. Strzelec podczas ucieczki miał odwróconą głowę w stronę funkcjonariuszy go ścigających. Nie zauważył dziury w drodze. Potknął się i skręcił kostkę. Już nie miał szans na ucieczkę. Policjanci założyli mu kajdanki i zanieśli do Giovanniego. Funkcjonariusz, który został przy mnie, wezwał karetkę. Od razu pojechaliśmy do szpitala, skąd zostałem przetransportowany  wojskowym śmigłowcem do Rzymskiej Polikliniki.
Giovanni postąpił jak prawdziwy przyjaciel. Kazał zamachowca zawieść na komisariat. Po tych słowach, od razu pojechał do stolicy Włoch. Tak słyszałem z opowieści.
Choć miał do przejechania 600 kilometrów, dotarł do polikliniki jeszcze w trakcie operacji. Musiał czekać jeszcze dwie godziny do końca zabiegu. Nie zmęczył się tym czekaniem. Cały czas martwił się o mój stan. Pytał o niego lekarzy co 10 minut. Mówili mi, że mieli z nim straszny kłopot. No i tak miał szczęście, gdyż pozwolono mu wejść do sali, w której leżałem,  z trzech powodów: pełnił urząd najlepszego prokuratora w kraju, był moim przyjacielem i najważniejszy powód- dla świętego spokoju. Mógł ze mną porozmawiać  jedynie kwadrans, ponieważ musiałem dużo odpoczywać. Odwiedzał mnie co tydzień. Podczas którejś wizyty powiedziałem mu, żeby nie przyjeżdżał. Miała wystarczyć korespondencja i kontakt telefoniczny.
Po długiej rehabilitacji wracałem już do domu. Co ja widziałem! Czytałem starą gazetę i był w niej opis tego zamachu. Oto on:




14.03.2038r.
Wyjaśniono zbrodnię!

Za zabójstwem arcybiskupa Palermo-Salvatore Cassisa stoi wieloletni boss sycylijskiej mafii- Pietro Reski. W czasie prowadzenia śledztwa w Palermo wystrzelił trzy pociski do najlepszego detektywa w kraju Paolo Tuttiego- wieloletniego przyjaciela znakomitego prokuratora, którym jest Giovanni Mascarpone. Śledczy przeżył, jest w ciężkim stanie, ale jego życiu nic nie zagraża. Lekarze prognozują, że detektyw będzie miał półtoraroczną rehabilitację. Boss został od razu ujęty i grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Po czterech godzinach podróży dotarłem na miejsce. Giovanni już czekał na mnie na peronie. Podbiegł do mnie i zaczął się witać. Praktycznie nic się nie zmienił. Bardzo się ucieszył z tego spotkania. Włożyliśmy bagaże do bagażnika i pojechaliśmy do biura. 15 minut później byliśmy na miejscu. Zdziwiłem się widząc odnowione biuro. Kolor ścian pozostał lazurowy, ale Giovanni zakupił piękne, drewniane szafki na akta( wcześniej były w starych, metalowych komodach). Zmienił miejsce naszych stanowisk pracy, aby dochodziły tam promienie słońca. W tym celu również zdjął zżółknięte, koronkowe firanki, a na parapetach postawił  kwitnące storczyki. Po chwili zauważyłem, że prawdopodobnie zatrudnił młodą sekretarkę. I miałem rację. Miała błękitne oczy, długie, proste, blond włosy oraz olśniewający uśmiech. Była piękna. Giovanni przedstawił mi ją jako Silvia Orlandi. Powiedział, że jest jego narzeczoną. To był dla mnie szok. Przypomniałem sobie katastrofę Giovanniego                   z ostatniego roku studiów. Wtedy porzuciła go kobieta, z którą wiązał swoją przyszłość. Powiedziała mu, że kocha innego i zrywa wszelki kontakt. Złamała mu serce. Mieszkaliśmy wtedy razem w pokoju. Przez trzy dni nie jadł i nie spał. Był okropnie pogrążony. Może przez te półtora roku zmienił zdanie o kobietach? Jeszcze większym zaskoczeniem dla mnie było to, że za pół roku biorą ślub i będę ich świadkiem. Nie mogłem ukryć swoich uczuć. Byłem jednocześnie szczęśliwy                       i zaniepokojony. Nie powiedziałem mu jeszcze, że dowiedziałem się od tajnego agenta, że mafia planuje na niego zamach za pomoc w skazaniu Pietra Reski na dożywocie. Ślub mógłby być dla zamachowca idealną okazją?

Sześć miesięcy później?
Byliśmy już w kościele. Ona była ubrana w lśniącą, białą suknię przyozdobioną cekinami, a on w czarny smoking z krawatem we włoskich barwach. Ustawiłem przy wejściach naszych znajomych- funkcjonariuszy policji i agentów służb specjalnych w ich zawodowych strojach. Giovanni myślał, że przyszli tu                    z jednego powodu-ślubu. Drugim był niewiadomy mu zamach. Ostrzegłem wszystkich oprócz państwa młodych. Dostarczyłem każdemu w kościele(nie licząc Giovanniego i Silvi) kamizelkę kuloodporną. Nikt nią nie pogardził.
Rozpoczęła się uroczysta msza święta, której przewodniczył papież Franciszek. Idący do ambony lektor nie miał zamiaru czytać. Wyciągnął z kieszeni dwa granaty i zagroził, że jeśli nie dostanie 500 milionów euro i nie wypuści się wszystkich bossów sycylijskiej mafii, to zabije nas wszystkich. Ostrzegł również, aby nikt się nie zbliżał. Jeśli ktoś zrobiłby jeden krok, to użyje granatów. Jeden z policjantów zaczął iść w stronę prezbiterium. Dawałem mu sygnał, aby przestał. Jednak policjant to zignorował. Terrorysta zrobił jak mówił. Wyciągnął zawleczki. Ciała państwa młodych i zabójcy rozerwały się na strzępy. Choć stałem od razu za panem młodym, to jako jeden z nielicznych przeżyłem. To był cud. Kamizelki w niczym  nie pomogły. Dobrze, że w pobliżu był szpital. Lekarze w nim pracujący usłyszeli wybuch. Karetki wyjechały, od razu wezwali straż pożarną i policję na miejsce katastrofy. Zostałem również przewieziony do szpitala w celu zaopatrzenia ran i obserwacji.
Później lekarze z Rzymskiej Polikliniki, w której byłem jeszcze pół roku temu na rehabilitacji, uspokoili mnie po stracie przyjaciela. Powiedzieli mi, że podali mi podczas operacji jeszcze wtedy nietestowane lekarstwo, dzięki któremu miałem przeżywać zamachy. Giovanni dał im zgodę. Wierzę lekarzom, ale to dzięki Bogu żyję, a nie lekarstwu (choć może też miało udział w uratowaniu mi życia). Do dnia dzisiejszego dziękuję Trójcy Przenajświętszej za dar mego życia.

                                                                                                                   Sherlock

Zboińska Agata
Praca nadesłana na konkurs w 2013 roku.

Nieudana podróż


Wczoraj dowiedziałam się, że wyjeżdżamy na wakacje do Chorwacji !  Bardzo się ucieszyłam! Na  dodatek wakacje są za dwa tygodnie! Już wyobrażam sobie całą tę wyprawę. Tata mówi, że będziemy bardzo długo jechali, bo do Chorwacji jest daleko, ale ja się tym nie przejmuję. W końcu to ma być niezapomniana podróż!
W szkole wszyscy mi zazdrościli, bo oni na wakacje wyjeżdżają do babci albo do cioci na wieś. Niektórzy nawet muszą całe wakacje spędzić w domu. Obiecałam wszystkim z klasy, że przywiozę każdemu jakąś pamiątkę.
Już jutro wyjeżdżamy! Nie mogę się doczekać! Walizki są już spakowane. Mama powiedziała, żebym wzięła do samochodu jakąś książkę, bo będzie mi się nudzić. Ale ja powiedziałam, że na pewno tak nie będzie, gdyż będę przez okno podziwiać piękne krajobrazy Chorwacji.
Och, mama miała rację! Nudziło mi się ogromnie! Dorotka, moja siostra,  spała przez dłuższy czas, więc nawet nie miałam z kim porozmawiać. Czemu ci rodzice zawsze muszą mieć racje ?! Po pewnym czasie zasnęłam. Obudził mnie tata. Okazało się, że skończyło nam się paliwo. Słyszałam tylko jak mama krzyczała na tatę, dlaczego przed wyjazdem tego nie sprawdził.
-Mamusiu ? -spytałam się mamy.
-Tak kochanie?
-Dlaczego stoimy tutaj już ponad godzinę?
-Och, bo tatuś zapomniał zatankować przed wyjazdem-w tym momencie mama posłała tacie piorunujące spojrzenie.
-I nie dojedziemy teraz do Chorwacji?
-Agatko, nie wiem. Nie wiem?
I rozpłakałam się. Mama zaczęła mnie pocieszać i krzyczeć na tatę, że to wszystko przez niego. W tym momencie zrozumiałam, że z podróży nici. Nie było to pewne na sto procent, ale czułam to.
Później  okazało się, że moje przypuszczenia były słuszne. Musieliśmy wrócić do domu. Było mi bardzo smutno. Kolejne wakacje będę musiała spędzić u babci w szarym pokoju bez radia, telewizji, nie wspomnę nawet o komputerze. Przez całą drogę nikt nic nie mówił. Tylko mama od czasu do czasu wzdychała ciężko.
Gdy dotarliśmy do domu, zaczęliśmy się rozpakowywać.  Byłam ciekawa, co pomyślą sobie
 o mnie koledzy i koleżanki, gdy dowiedzą się, że nie byłam w Chorwacji i nic im nie przywiozłam.
-Dziewczynki-powiedziała mama. -Jutro jedziemy do babci.
-Znowu wakacje u babci? -westchnęłam.
-Miejcie pretensję do taty, a nie do mnie.
Na drugi dzień wsiadłyśmy w samochód i pojechałyśmy do babci Danusi na wieś. No trudno. Może za rok pojedziemy do Chorwacji, albo nawet w lepsze miejsce.

Babcia się trochę zdziwiła na nasz widok.
-A wy nie w Chorwacji? ?spytała.
-Opowiem ci zaraz mamo.
-Czyli przyjechaliście do mnie na wakacje?
-Tak babciu? -odpowiedziałam.
Myślałam teraz co ja będę tu robić, bo zawsze mi się tu nudziło. Babcia nie ma ani telewizora, ani komputera, tylko radio. No cóż. Będzie mi się nudzić. Teraz żałuje nawet, że skończyła się szkoła. Może wtedy zapomniałabym jakoś o tym nieudanym wyjeździe.
-Dziewczynki? ?spytała babcia.
-Tak babciu?
-Mam dla was małą niespodziankę na górze w waszym pokoju.
Byłam strasznie ciekawa co to za niespodzianka, więc szybko pobiegłam na górę.
W pokoju moim i Dorotki było wspaniale. Szare ściany zamieniły się na róż i błękit. Babcia zmieniła też pościel na taką w kolorowe kropki i paski. Na półce były ustawione dwie przepiękne lalki z liścikiem:
Dla kochanych wnuczek-Agatki i Dorotki
                                                                                                                                Babcia
A obok lalek znalazłam wielki i przepiękny domek dla lalek! Tryskałam radością.
-Och, babciu! Jesteś wspaniała! Ale dlaczego sprawiłaś nam tak ogromną niespodziankę?
-Obie tak pilnie się uczyłyście, a ja wam jeszcze nawet nie pogratulowałam za tak dobre wyniki w szkole, więc to jest właśnie taki mały prezent za to ode mnie.
-Mały?!
-Ważne, że wam się podoba.
-Babciu jeszcze raz ci bardzo dziękujemy!
Cały dzień dziękowałam babci za taką wspaniałą niespodziankę. Powiedziałam mamie, że chce tu zostać do końca wakacji.
Może to dobrze, że nie pojechaliśmy do tej Chorwacji. Tam owszem, opalałabym się na plaży i kąpałabym się w morzu, ale tu czas minie mi weselej. Z tamtej podróży pozostałyby tylko wspomnienia. Coś czuję, że te wakacje będą najlepsze ze wszystkich.

                                        Smerfetka